Chris Holder został nowym indywidualnym mistrzem świata w jeździe na żużlu. Ostatnią rundę cyklu GP w tym sezonie - GP Polski w Toruniu - wygrał Antonio Lindback, drugie miejsce zajął Tomasz Gollob. Polak ostatecznie rywalizację w sezonie 2012 ukończył na czwartej pozycji.

Już dawno ostatnia runda cyklu Speedway Grand Prix nie przyniosła tylu emocji. Dopiero w ostatnim turnieju w tym sezonie - GP Polski na Motoarenie im. Mariana Rosego w Toruniu - rozstrzygnięta została kwestia mistrzostwa, wicemistrzostwa i brązowego medalu w 2012 roku.

Na starcie stanęło trzech Polaków - Tomasz Gollob, Jarosław Hampel i Maciej Janowski. Ten ostatni wystartował z "dziką kartą" przyznaną przez organizatorów, natomiast pierwszy zachowywał iluzoryczne szanse na brązowy medal IMŚ.

Polski "Profesor Speedwaya" robił wszystko co w jego mocy, aby odrobić czternastopunktową stratę do znajdującego się na trzeciej pozycji w przejściowej klasyfikacji generalnej przed GP Polski - Grega Hancocka. Gollob w fazie zasadniczej jeździł świetnie i tylko raz dał się pokonać - w wyścigu piątym Fredrikowi Lindgrenowi. W dwudziestej gonitwie wygrał m.in. z Chrisem Holderem i Antonio Lindbackiem, zapewniając sobie najlepszy rezultat po fazie zasadniczej (łącznie 14 punktów).

Amerykanin miał jednak nadzieję odrobić stratę do prowadzącej dwójki - Chrisa Holdera oraz Nicki Pedersena i powalczyć o obronę mistrzowskiego tytułu. W dziewiętnastym biegu Hancock zapewnił sobie dziewiąty punkt w zawodach, który praktycznie oznaczał koniec marzeń Golloba, a "Herbiemu" dawał co najmniej brązowy medal IMŚ.

Fascynująca walka toczyła się o złoty medal. Dość szybko okazało się, że o "złoto" pojedynek stoczą Chris Holder i Nicki Pedersen. Zwłaszcza młody Australijczyk jeździł bardzo dobrze, zdobywając dwanaście punktów - w stosunku do ośmiu Duńczyka. Cenny był zwłaszcza bieg trzynasty, w którym Holder zdołał pokonać w bezpośredniej rywalizacji Pedersena - a przed półfinałami miał sześć punktów przewagi nad najgroźniejszym rywalem.

Wracając do Biało-Czerwonych, nieźle poczynał sobie również Maciej Janowski, który zgromadził na swoim koncie osiem punktów i awansował do półfinału. Po drodze indywidualny mistrz świata juniorów, popularny "Magic", pokonał m.in. Nickiego Pedersena.

Znów nie najlepiej spisał się natomiast były już brązowy medalista IMŚ - Jarosław Hampel. GP Polski popularny "Mały" zaczął od dwóch zer i jednego punktu, a w kolejnych wyścigach dołożył tylko dwa "oczka". Nie wystarczyło to do awansu do półfinału, ale z pewnością pozwoliło naszemu zawodnikowi zaliczyć kolejny etap rehabilitacji po kontuzji. W przyszłym sezonie Hampel musi liczyć na "dziką kartę" od organizatorów, bowiem nie zmieścił się w czołowej dziewiątce w tym sezonie (głównie przez przerwę spowodowaną urazem) - zajmując czternastą pozycję w GP w tym sezonie.

Niezwykle emocjonująco zapowiadały się półfinały, bowiem w pierwszym wystąpili Tomasz Gollob, Maciej Janowski, Greg Hancock i Martin Vaculik, a w drugim zmierzyli się przede wszystkim Nicki Pedersen i Chris Holder.

Pierwsza gonitwa padła łupem "starych lisów" - Tomasz Gollob jeździł jak natchniony, a za jego plecami do mety przyjechał Greg Hancock. Punkcik zapisał na swoim koncie Słowak, Janowski rywalizację zakończył na ośmiu "oczkach".

Do wielkich emocji doszło w drugim półfinale, niestety nie tylko tych sportowych. Na pierwszym łuku starli się ze sobą główni faworyci do "złota", co zakończyło się upadkiem Duńczyka. Sędzia zarządził powtórkę w czterosobowym składzie, ale zanim doszło do powtórki - obaj zawodnicy wymienili ze sobą kilka zdań, po których doszło do przepychanek i tylko interwencja osób postronnych sprawiła, iż nie skończyło się na rywalizacji bokserskiej. Sama decyzja o powtórce w czteroosobowym składzie była dość dyskusyjna, niektórzy eksperci zwracali uwagę, iż na torze błąd popełnił Holder.

Po chwili doszło do powtórki, w której złudzeń rywalom nie pozostawił Australijczyk. Goniący go Pedersen najpierw spadł na ostatnie miejsce, a później jeszcze przedarł się na trzecie - ale do finału awansować już nie zdołał. To oznaczało jedno - Chris Holder został indywidualnym mistrzem świata Anno Domini 2012. To pierwszy tytuł młodego żużlowca, który został tym samym piątym Australijczykiem w historii ze złotym medalem IMŚ.

Niezwykły przebieg miał wielki finał. Na prowadzenie wysforował się Chris Holder, a z drugiego na ostatnie miejsce spadł Gollob. Australijczykowi jednak zdefektował motor, a szaleńczy atak Polaka najpierw skończył się wyprzedzeniem Hancocka, a później wściekłą pogonią za Lindbackiem. Gdyby polski żużlowiec miał jeszcze jedno okrążenie, zapewne wyprzedziłby Szweda, ale ten zdołał się obronić i wygrać swoje drugie GP w karierze.

Wielkim akcentem oprócz wyłonienia indywidualnego mistrza świata było również pożegnanie z torem Jasona Crumpa, chyba najlepszego w historii żużlowca cyklu Grand Prix. Australijczyk, trzykrotny mistrz świata, który od 2001 do 2010 r. nie schodził z podium klasyfikacji generalnej SGP, już wcześniej zapowiedział rezygnację ze startów w rywalizacji o miano najlepszego zawodnika globu, GP Polski w Toruniu (4 punkty, w sumie 2006 w swojej historii występów) było zatem jego ostatnimi zawodami w Grand Prix.

Finał:

1. Antonio Lindback (Szwecja) - 6
2. Tomasz Gollob (Polska) - 4
3. Greg Hancock (USA) - 2
4. Chris Holder - 0/d

Półfinały:
1. Tomasz Gollob (Polska) - 3
2. Greg Hancock (USA) - 2
3. Martin Vaculik (Słowacja) - 1
4. Maciej Janowski (Polska) - 0

1. Chris Holder (Australia) - 3
2. Antonio Lindback (Szwecja) - 2
3. Nicki Pedersen (Dania) - 1
4. Fredrik Lindgren (Szwecja) - 0.

źródło: onet.pl

--------------------------

Gratulacje dla nowego mistrza,a Gollob niestety zajął najgorsze miejsce dla sportowca i w tej edycji znalazł się poza podium.