Od kilku lat w Polsce trwa zakrojona na szeroką skalę akcja informacyjna skierowana do osób, które na co dzień wykorzystują nielegalne oprogramowanie. Pomysłodawcy kolejnych kampanii prześcigają się w pomysłach, ale problem nadal istnieje.
Ze statystyk wynika, że Polska jest jednym z liderów piractwa w Unii Europejskiej. Gorzej jest tylko w Grecji, Rumunii i Bułgarii.
Zdaniem przedstawicieli organizacji zajmujących się ochroną praw autorskich, w naszym kraju wciąż zbyt mało osób zdaje sobie sprawę z konsekwencji, jakie grożą za posługiwanie się nielegalnym oprogramowaniem.
A te mogą być dotkliwe - za paserstwo grozi nawet 5 lat więzienia.
Te filmiki wywołały burzę
Argument odpowiedzialności karnej postanowili wykorzystać autorzy kontrowersyjnej kampanii antypirackiej. W serwisie oni-nielegalni.pl można zobaczyć, jak kończy się używanie nielegalnego oprogramowania w firmie czy prywatnym komputerze.
Scenariusz krótkich spotów jest podobny - do akcji nagle wkraczają funkcjonariusze, którzy rekwirują sprzęt i zabierają delikwenta na przesłuchanie.
Ale czy takie metody są skuteczne i właściwe? Nawet w gronie ekspertów opinie są podzielone. Jedni uważają, że to dobra metoda, aby skutecznie trafić do świadomości Polaków, a inni mówią wręcz o niepotrzebnym zastraszaniu obywateli.
Tak czy inaczej kampania przez pewien czas obecna w mediach wywołała burzę komentarzy i dyskusję o tym, jak wygląda sytuacja Polski na tle innych krajów.
Od kilku lat w Polsce trwa zakrojona na szeroką skalę akcja informacyjna skierowana do osób, które na co dzień wykorzystują nielegalne oprogramowanie. Pomysłodawcy kolejnych kampanii prześcigają się w pomysłach, ale problem nadal istnieje.
Ze statystyk wynika, że Polska jest jednym z liderów piractwa w Unii Europejskiej. Gorzej jest tylko w Grecji, Rumunii i Bułgarii.
Zdaniem przedstawicieli organizacji zajmujących się ochroną praw autorskich, w naszym kraju wciąż zbyt mało osób zdaje sobie sprawę z konsekwencji, jakie grożą za posługiwanie się nielegalnym oprogramowaniem.
A te mogą być dotkliwe - za paserstwo grozi nawet 5 lat więzienia.
Polska piractwem stoi
Z dostępnych statystyk wynika, że kopiowanie i rozpowszechnianie programów komputerowych, filmów, muzyki i innych utworów chronionych prawem autorskim jest w naszym kraju dużym problemem.
Co prawda skala tego procederu systematycznie się zmniejsza, ale nadal oscyluje w granicach 56 proc. Dla porównania - w Grecji wynosi 57 proc., Rumunii 66 proc. oraz Bułgarii - 68 proc.
To jednak nic porównując skalę polskiego piractwa z tym, co dzieje się np. w centralnej Rosji. Kontrolerzy Microsoft sprawdzili 2,5 tys. sklepów z oprogramowaniem, działających w 53 miastach. Wyniki były powalające - 25 proc. z nich miało w swojej ofercie
nielegalne kopie oprogramowania giganta z Redmond.
W środkowej Syberii i na Dalekim Wschodzie było jeszcze gorzej - 71 proc. tamtejszych sprzedawców detalicznych miało w swoim asortymencie pirackie kopie.
Przedstawiciele organizacji zajmujących się ochroną praw twórców działających w naszym kraju patrzą na te dane z rezerwą i sugerują, aby zająć się tym, co jest u nas.
Postulują, aby przestać rozgraniczać na kradzież w internecie oraz kradzież np. ze sklepu. Przekonują, że to takie same przestępstwo i tylko skuteczna postawa policji może przynieść skutek.
Mundurowi ścigają piratów
Przedstawiciele policji odpowiadają, że z roku na rok ujawniają coraz więcej przestępstw związanych z posiadaniem nielegalnego oprogramowania.
Na dowód przedstawiają statystyki - w 2000 roku wszczęto 815 postępowań przygotowawczych w zakresie naruszeń praw własności intelektualnej w sektorze oprogramowania. Trzy lata później było to już 1148 przypadków, w 2005 roku 1356, a w 2008 aż 1436 przypadków.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zwraca jednak uwagę, że ściganie piratów jest utrudnione ze względu na luki w prawie. Urzędnicy zwracają uwagę, że policyjne kontrole najczęściej odbywają się na wniosek poszkodowanego, a nie z urzędu. Ich zdaniem, sytuację dodatkowo komplikuje możliwość posiadania nielegalnych plików w tzw. dozwolonym użytku.
Uważaj, to nalot!
Policjanci zajmujący się na co dzień walką z przestępstwami komputerowymi tłumaczą, że przypadki piractwa w firmach czy w prywatnych domach są najczęściej ujawniane przy okazji innych spraw.
Chodzi tu przede wszystkim o internetowych oszustów czy szajki pedofili, którzy wymieniają się materiałami pornograficznymi właśnie za pośrednictwem sieci. Często zdarza się również, że nielegalne oprogramowanie jest ujawniane po anonimowych donosach.
Funkcjonariusze zapewniają, że nie ma masowych akcji, które są wymierzone w obywateli. Przyznają jednak, że często nielegalne programy są ujawniane w domach użytkowników np. będących w osiedlowych sieciach.
Kolejną grupą są studenci korzystający z internetu na uczelniach i w akademikach. Na mocy specjalnych umów, które policja podpisuje z władzami uczelni, w każdej chwili może wejść na teren akademika i skontrolować legalność oprogramowania.
Policjanci zwracają jednak uwagę, że o ile posiadanie nielegalnego oprogramowania zawsze jest karane, to np. ściąganie z internetu muzyki czy materiałów wideo już nie. Odpowiedzialność grozi jedynie osobom, które za pośrednictwem serwisów internetowych czy programów P2P udostępniają pliki innym.
Oprogramowanie jest zbyt drogie?
Jednym z argumentów, który od dawna podnoszą internauci na forach jest cena legalnych programów. Ich zdaniem, większość dostępnych na rynku aplikacji jest zbyt droga i przez to niedostępna dla zwykłych ludzi.
Przekonują, że obniżenie cen może podziałać znacznie lepiej niż kolejne kampanie informacyjne czy straszenie policją. Wielkie koncerny nie chcą jednak o tym słyszeć. Obawiają się, że zbyt tanie oprogramowanie nie przyniesie planowanych zysków.
Twierdzą również, że ceny w naszym kraju wcale nie są wygórowane. - Nie widzę powodu, aby coś w Polsce było droższe lub tańsze niż np. w Niemczech. Mamy poziom dochodów
kształtujący się coraz bliżej poziomu średniej europejskiej, a już na pewno państw naszego regionu - tłumaczy w lookr.tv Jacek Murawski, dyrektor generalny polskiego oddziału Microsoft.
Jego zdaniem, w stosunku do ceny sprzętu komputerowego koszty zakupy systemu operacyjnego Windows czy pakietu
Office nie są wysokie. - W rozbiciu na kilka lat, rocznie wychodzi zaledwie kilkadziesiąt złotych - podkreśla Murawski.
Bookmarks