szymono
21-08-06, 11:43
Urzędnicy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego muszą być prawdziwymi smakoszami kawy, pokpiwa "Metro". Do ust nie podniosą kubka z byle "lurą", jaką pijają zwykli Polacy.
Minister Kazimierz Michał Ujazdowski i jego pracownicy raczą się specjalną kawą w kapsułkach "Nespresso", sprowadzaną prosto z Włoch. To jedna z najlepszych kaw.
Jedno opakowanie kapsułek kosztuje bagatela 65 zł, automat do parzenia - od 2 do nawet 4,5 tys. zł. Ale dla ministra to pestka. Więc resort kultury niedawno zamówił ten ekskluzywny i drogi produkt do równie drogich ekspresów. Kupiono 960 opakowań kawy. Do jej zaparzenia jest w ministerstwie aż 27 ekspresów. Na kawowe przyjemności z budżetu ministerstwa pójdzie 62,9 tys. zł.
czytaj dalej
Automaty nie są jednak dostępne dla wszystkich. Przywilej z ich korzystania mają jedynie pracownicy sekretariatów i gabinetów ministrów oraz dyrektorów departamentów. - Bo kawa jest przeznaczona wyłącznie dla nich i dla ich gości, usłyszało "Metro" w biurze prasowym resortu kultury. Ale tylko w teorii, bo już nieoficjalnie szeregowi urzędnicy przyznają, że nieraz już mieli okazję posmakować wysublimowanego "zakazanego owocu" z Włoch.
Minister Kazimierz Michał Ujazdowski i jego pracownicy raczą się specjalną kawą w kapsułkach "Nespresso", sprowadzaną prosto z Włoch. To jedna z najlepszych kaw.
Jedno opakowanie kapsułek kosztuje bagatela 65 zł, automat do parzenia - od 2 do nawet 4,5 tys. zł. Ale dla ministra to pestka. Więc resort kultury niedawno zamówił ten ekskluzywny i drogi produkt do równie drogich ekspresów. Kupiono 960 opakowań kawy. Do jej zaparzenia jest w ministerstwie aż 27 ekspresów. Na kawowe przyjemności z budżetu ministerstwa pójdzie 62,9 tys. zł.
czytaj dalej
Automaty nie są jednak dostępne dla wszystkich. Przywilej z ich korzystania mają jedynie pracownicy sekretariatów i gabinetów ministrów oraz dyrektorów departamentów. - Bo kawa jest przeznaczona wyłącznie dla nich i dla ich gości, usłyszało "Metro" w biurze prasowym resortu kultury. Ale tylko w teorii, bo już nieoficjalnie szeregowi urzędnicy przyznają, że nieraz już mieli okazję posmakować wysublimowanego "zakazanego owocu" z Włoch.