F22X
10-05-08, 18:23
Po raz pierwszy od siedmiu lat nasze zyski spadną, zamiast bić kolejne rekordy - zapowiadają szefowie Toyoty. Finanse japońskiego giganta ciągnie w dół kryzys na rynku motoryzacyjnym USA, gwałtowne osłabienie dolara i droga ropa.
Jak dotąd Toyota (http://tematy-gospodarcze.gazeta.pl/T/1206,Toyota/) nie mogła narzekać. W zakończonym w marcu roku obrotowym 2007/08 koncern znów pobił własne rekordy rentowności. Jego przychody wyniosły aż 26,3 bln jenów, czyli 253 mld dol. i były o prawie jedną dziesiątą wyższe niż w poprzednim roku obrotowym. Zysk urósł do 1,72 bln jenów (czyli 16,54 mld dol.).
Ale ogłaszając te imponujące wyniki, menedżerowie Toyoty mieli kwaśne miny. Bo wiedzą, że rekordy właśnie się skończyły. W obecnym roku obrotowym, który zakończy się w marcu 2009 r., zysk netto koncernu spadnie po raz pierwszy od 2002 r., i to aż o 27 proc. Po raz pierwszy od 2000 r. zmaleją też przychody, od razu o 5 proc. - ostrzega japońska firma.
Toyota to flagowy koncern Japonii i na jego problemy natychmiast reaguje cała gospodarka Kraju Kwitnącej Wiśni. W piątek notowania akcji Toyoty spadły o 3,3 proc. i obniżyły się kursy innych wielkich japońskich firm, nie tylko z branży motoryzacyjnej. Indeks Nikkei 225, największych spółek na giełdzie w Tokio, zmalał o 2,06 proc.
Gwałtowną odmianę fortuny zgotowali Toyocie... Amerykanie. Dużą część zysków koncern traci na osłabieniu dolara. Toyota szacuje, że w obecnym roku obrotowym będzie za dolara dostawać 100 jenów, podczas gdy w poprzednim - 120 jenów. To znacząco zmniejszy dochody z eksportu aut i części samochodowych z Japonii do USA.
Jest też drugi powód mniejszych dochodów Toyoty. Koncerny samochodowe ze zgrozą patrzą na galopujące ceny ropy naftowej. W piątek na giełdzie w Nowym Jorku za baryłkę ropy naftowej po raz pierwszy w historii trzeba było zapłacić 125 dol. W ślad za ropą drożeją też inne surowce, bo inwestorzy w poszukiwaniu bezpiecznej przystani dla swoich pieniędzy na gwałt zaczęli je kupować. Dla koncernów samochodowych oznacza to wyższe rachunki za tworzywa sztuczne, stal na nadwozia, aluminium do silników, złoto do elektroniki oraz platynę i pallad na katalizatory.
Trzecia przyczyna wreszcie - w kryzysie pogrąża się rynek motoryzacyjny w USA, dla Toyoty najważniejszy. Amerykanie ograniczyli zakupy nowych aut, finansowanych głównie z pożyczek. I to ich najmocniej bije po kieszeni wysoka cena ropy sprzedawanej na świecie za dolary. Ceny benzyny w USA biją rekordy, i to również zniechęca do zakupu nowego auta. W kwietniu amerykańscy dilerzy sprzedali najmniej nowych aut od 16 lat. Modne do niedawna w USA samochody terenowe i minivany zalegają na placach, bo zużywają za dużo paliwa. Według firmy doradczej Autodata w ciągu pierwszych czterech miesięcy br. sprzedaż takich pojazdów spadła w USA o 13,5 proc. w stosunku do zeszłego roku. W lepszej sytuacji są producenci małych, ekonomicznych samochodów osobowych - sprzedaż ich aut zmalała tylko o 1 proc. w stosunku do zeszłego roku.
Takie pojazdy od lat były specjalnością Toyoty, dlatego japoński koncern może się cieszyć stosunkowo małym spadkiem sprzedaży w USA: tylko o 4,5 proc. Gorzej wiedzie się amerykańskim rywalom. General Motors sprzedał w kwietniu o 16 proc. aut mniej niż przed rokiem, Ford (http://tematy-gospodarcze.gazeta.pl/F/1201,Ford-Motor-Company) o 12,2 proc., a Chrysler nawet o 23 proc. Ale nawet niewielkie - w przypadku Toyoty - ograniczenie obrotów przekłada się na ograniczenie zysku o setki milionów dolarów.
Toyota ma jednak pomysł na kryzys. - Musimy ograniczyć marnotrawstwo i dokonać rewizji w prowadzeniu interesów - zapowiedział szef Toyoty Katsuaki Watanabe. Po stratach w USA Japończycy zamierzają się odkuć w państwach zasobnych w surowce i na rynkach o szybko rozwijającej się motoryzacji: w Chinach, Indiach, Rosji, Brazylii i na Bliskim Wschodzie.
W obecnym roku obrotowym 2008/09 Toyota chce sprzedać 9 mln 60 tys. aut, o prawie 150 tys. sztuk więcej niż w poprzednim roku.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Jak dotąd Toyota (http://tematy-gospodarcze.gazeta.pl/T/1206,Toyota/) nie mogła narzekać. W zakończonym w marcu roku obrotowym 2007/08 koncern znów pobił własne rekordy rentowności. Jego przychody wyniosły aż 26,3 bln jenów, czyli 253 mld dol. i były o prawie jedną dziesiątą wyższe niż w poprzednim roku obrotowym. Zysk urósł do 1,72 bln jenów (czyli 16,54 mld dol.).
Ale ogłaszając te imponujące wyniki, menedżerowie Toyoty mieli kwaśne miny. Bo wiedzą, że rekordy właśnie się skończyły. W obecnym roku obrotowym, który zakończy się w marcu 2009 r., zysk netto koncernu spadnie po raz pierwszy od 2002 r., i to aż o 27 proc. Po raz pierwszy od 2000 r. zmaleją też przychody, od razu o 5 proc. - ostrzega japońska firma.
Toyota to flagowy koncern Japonii i na jego problemy natychmiast reaguje cała gospodarka Kraju Kwitnącej Wiśni. W piątek notowania akcji Toyoty spadły o 3,3 proc. i obniżyły się kursy innych wielkich japońskich firm, nie tylko z branży motoryzacyjnej. Indeks Nikkei 225, największych spółek na giełdzie w Tokio, zmalał o 2,06 proc.
Gwałtowną odmianę fortuny zgotowali Toyocie... Amerykanie. Dużą część zysków koncern traci na osłabieniu dolara. Toyota szacuje, że w obecnym roku obrotowym będzie za dolara dostawać 100 jenów, podczas gdy w poprzednim - 120 jenów. To znacząco zmniejszy dochody z eksportu aut i części samochodowych z Japonii do USA.
Jest też drugi powód mniejszych dochodów Toyoty. Koncerny samochodowe ze zgrozą patrzą na galopujące ceny ropy naftowej. W piątek na giełdzie w Nowym Jorku za baryłkę ropy naftowej po raz pierwszy w historii trzeba było zapłacić 125 dol. W ślad za ropą drożeją też inne surowce, bo inwestorzy w poszukiwaniu bezpiecznej przystani dla swoich pieniędzy na gwałt zaczęli je kupować. Dla koncernów samochodowych oznacza to wyższe rachunki za tworzywa sztuczne, stal na nadwozia, aluminium do silników, złoto do elektroniki oraz platynę i pallad na katalizatory.
Trzecia przyczyna wreszcie - w kryzysie pogrąża się rynek motoryzacyjny w USA, dla Toyoty najważniejszy. Amerykanie ograniczyli zakupy nowych aut, finansowanych głównie z pożyczek. I to ich najmocniej bije po kieszeni wysoka cena ropy sprzedawanej na świecie za dolary. Ceny benzyny w USA biją rekordy, i to również zniechęca do zakupu nowego auta. W kwietniu amerykańscy dilerzy sprzedali najmniej nowych aut od 16 lat. Modne do niedawna w USA samochody terenowe i minivany zalegają na placach, bo zużywają za dużo paliwa. Według firmy doradczej Autodata w ciągu pierwszych czterech miesięcy br. sprzedaż takich pojazdów spadła w USA o 13,5 proc. w stosunku do zeszłego roku. W lepszej sytuacji są producenci małych, ekonomicznych samochodów osobowych - sprzedaż ich aut zmalała tylko o 1 proc. w stosunku do zeszłego roku.
Takie pojazdy od lat były specjalnością Toyoty, dlatego japoński koncern może się cieszyć stosunkowo małym spadkiem sprzedaży w USA: tylko o 4,5 proc. Gorzej wiedzie się amerykańskim rywalom. General Motors sprzedał w kwietniu o 16 proc. aut mniej niż przed rokiem, Ford (http://tematy-gospodarcze.gazeta.pl/F/1201,Ford-Motor-Company) o 12,2 proc., a Chrysler nawet o 23 proc. Ale nawet niewielkie - w przypadku Toyoty - ograniczenie obrotów przekłada się na ograniczenie zysku o setki milionów dolarów.
Toyota ma jednak pomysł na kryzys. - Musimy ograniczyć marnotrawstwo i dokonać rewizji w prowadzeniu interesów - zapowiedział szef Toyoty Katsuaki Watanabe. Po stratach w USA Japończycy zamierzają się odkuć w państwach zasobnych w surowce i na rynkach o szybko rozwijającej się motoryzacji: w Chinach, Indiach, Rosji, Brazylii i na Bliskim Wschodzie.
W obecnym roku obrotowym 2008/09 Toyota chce sprzedać 9 mln 60 tys. aut, o prawie 150 tys. sztuk więcej niż w poprzednim roku.
Źródło: Gazeta Wyborcza