Konrad9991
17-03-08, 18:31
http://g.o2.pl/file_cms/2008/03/14/155043.jpg
W czasach realnego socjalizmu odpowiedź na tak postawione pytanie była oczywista: bo nie ma na to warunków w domu. Za ścianą mieszka mama albo siostra ze swoim drugim mężem. Nie można przesunąć krzesła, żeby ktoś nie zachrząkał znacząco w drugim pomieszczeniu. Strach pomyśleć, co by było, gdyby zaczęło skrzypieć łóżko.
Seks za dropsy
Pewien prowincjonalny sportowiec świeżo po ślubie musiał zamieszkać w małym domku wraz ze swoim bratem, jego żoną i kilkuletnim bratankiem. Po południu i w nocy dom był pełen ludzi i nawet nie można było pomarzyć o tych sprawach. W dzień sportowiec zostawał z małżonką sam, a jego brat ze swoją połowicą wychodzili do pracy. Nie rozwiązywało to palących problemów naszego sportowca, bo w domu zostawał kilkuletni chłopczyk, dziecko bystre i ciekawe świata dorosłych. Rzecz jasna życiu w takich warunkach towarzyszyło ogromne napięcie nerwowe odwrotnie proporcjonalne do metrażu, na jakim musiały gnieździć się obydwie rodziny. Nasz bohater początkowo próbował zachęcić swojego bratanka do zabawy z kolegami, ale dziecko miało naturę refleksyjną i mało dynamiczną - wolało siedzieć w domu i patrzeć, jak wujek gładzi dłonią włosy cioci. Mógł ów chłopiec patrzeć na to godzinami, bardzo się przy tym uspokajał. O tym, żeby dzieciaka przestraszyć i krzykiem wyekspediować na dłuższy spacer po lesie czy okolicznych łąkach, nie mogło być mowy, bo na pewno poskarżyłby ojcu, że wujcio na niego nakrzyczał, i mogłoby to dramatycznie pogorszyć warunki bytowo-lokalowe naszego bohatera. Jedynym ratunkiem był sklep. Kiedy rodzice malca zamykali za sobą drzwi i udawali się na pobliski przystanek autobusowy, żeby dojechać do miasta, wujcio z miną kalifa z Bagdadu sięgał do kieszeni, wyjmował stamtąd monetę i wielkopańskim gestem kładł ją w malutkiej dłoni dziecka.
- Idź, kochany - mówił. - Kup sobie dropsy, tylko nie biegnij, idź powoli, żebyś się nie spocił i nie przeziębił na wietrze.
Dziecko było posłuszne i rzeczywiście drogę do sklepu i z powrotem pokonywało spacerkiem.
Temperament wujcia i cioci był jednak tak ogromny, że pewnego popołudnia dziecko stanęło przed swym ojcem i głosem łamiącym się od płaczu zakwiliło - tato, ja już nie daję rady jeść tych dropsów.
Ojciec początkowo nie zrozumiał, o co malcowi chodzi i kto zmusza go do jedzenia dropsów. Szybko jednak zorientował się, o jakie dropsy chodzi i kto za tym wszystkim stoi. Nasz sportowiec być może uniknąłby przykrej rodzinnej scysji zakończonej wyrzuceniem go na bruk wraz z małżonką, ale nie rozumiał, że jego brat przeżywa podobne męczarnie, tyle że nie ma możliwości kogokolwiek wysłać po dropsy. Do porozumienia nie doszło, bo tak już jest, że w sprawach dotyczących seksu trudno o jakiekolwiek porozumienie, nawet pomiędzy braćmi.
Seks studencki
W czasach trochę nam bliższych na uprawienia seksu w samochodzie skazani byli głównie studenci zamieszkujący pokoje klitki razem z innymi studentami. Odnalezienie tam choćby cienia intymności było niemożliwe, ludzie w akademikach snuli się zawsze tabunami po korytarzach, przesiadywali w pokojach wypełnionych papierosowym dymem i zapachem kiszonych ogórków. Nie było mowy o żadnym romantyzmie. O każdą chwilę intymności trzeba było żebrać u kolegów, którzy wcale nie mieli ochoty iść do kina ani na spacer. Najchętniej siedzieliby w pokoju od rana do nocy i palili śmierdzące papierosy, strzepując popiół do szklanek z niedopitą herbatą. Jeśli ktoś ze studentów dysponował samochodem, czuł się szczęśliwy i wolny - jechał nad rzekę lub do lasu i tam wśród śpiewu ptaków, szumu drzew i bzyczenia pszczół i os oddawał się zapamiętale rozpuście. Kłopot był wtedy, kiedy samochodu nie było. Pozostawało ubłagać współlokatorów, by zabrali swe szanowne cielska i pospacerowali trochę po zabytkowej części miasta, w którym mieściła się uczelnia i akademiki. Lepiej było w takich wypadkach nie doradzać kolegom, by udali się na piwo lub wypili kilka głębszych w barze, bo to z reguły kończyło się źle. Wracali bowiem zupełnie niespodziewanie w środku ociekającej seksem nocy, pijani w trupa, z pieśnią o rozwijającym się kwiecie rozmarynu na ustach. Na ich ramionach wisiały nieznane nam lafiryndy wywleczone z baru i obłaskawione ćwiartką wódki wybełtaną z jakimś słodkawym i kolorowym świństwem. Larwy te chichotały lubieżnie, co słychać było w całym budynku, a ciągnący je za sobą kolega mówił do nich teatralnym szeptem: "ciiiiiiii, kochana, ciiiiiii, tego frajera zaraz wykopiemy z pokoju i będzie zabawa, tylko ciiiiii…".
Niedobrze więc było proponować kolegom wyprawę do lokalu, gdzie prowadzono wyszynk alkoholi. Niedobrze było w ogóle im wierzyć, kiedyś bowiem zdarzyła się taka sytuacja, że jeden ze studentów zapragnął sfinalizować swą kilkutygodniową już znajomość z pełną wdzięku i obdarzoną wielkim biustem dziewoją z pobliskiego osiedla pracującą w zakładzie fryzjerskim. Wszystko było dogadane, wino kupione, podłoga wymyta, obrus leżał na stole, a kolega zgodził się wyjść na cały wieczór i całą noc.
Ci, którzy mieszkali w pokoju obok, do dziś wspominają tamte wypadki, a do niektórych to, co było słychać zza ściany, dzisiaj jeszcze powraca w snach. Nie znają jednak owi ludzie całej prawdy o wydarzeniach tamtej nocy. Kiedy nasz szczęśliwy student podniósł się w końcu, uwalniając fryzjerkę z uścisku swych muskularnych ramion, kiedy pozbierał prezerwatywy z podłogi i poszedł wyrzucić je wszystkie do kosza, który stał w ogromnej szafie ściennej, zastał w tam głupawo uśmiechniętego współlokatora, który miał być w kinie, ale powodowany upiorną ciekawością i niezdrowym zainteresowaniem sprawami płci został i ukrył się we wspomnianej szafie. Gdyby nie seria intensywnych stosunków płciowych i wypita na leżąco z gwinta butelka wina, doszło by może wówczas do bójki na pięści. Nasz student jednak zbyt był wyczerpany i - co tu dużo mówić - przerażony swym odkryciem. Zdobył się więc tylko na serię niewybrednych wyzwisk i otwarcie drzwi, w które następnie wprowadził swego kolegę i poczęstował go na odchodne kopniakiem.
Podwójny strzał
Seks w samochodzie dzisiaj, a seks w samochodzie dawniej - w czasach, kiedy najłatwiej dostępnym pojazdem był Fiat 126p - to dwie różne rzeczy. Dziś można sobie rozłożyć siedzenia, można podnieść kierownicę, jeśli ktoś nie lubi seksu na leżąco, można zrobić bardzo wiele rzeczy. W maluchu można było najwyżej odmówić różaniec. Byli jednak tacy, którzy nie dawali za wygraną i uprawiali seks w małym fiacie. Kończyło się to różnie, ale przeważnie nie obywało się bez głębokich otarć naskórka. W skrajnych przypadkach dochodziło do potłuczeń głowy i kości ramion i nóg.
Niedobrze było uprawiać seks w samochodach zaparkowanych na skraju lasu. Pracownicy lasów państwowych, zwłaszcza ci posiadający dubeltówki, należą bowiem do najbardziej złośliwych i nieprzychylnych ludziom stworzeń zamieszkujących knieje. Kiedy taki jeden z drugim zauważy na leśnym dukcie samochód rytmicznie poruszający się w górę i w dół, a ma przy sobie strzelbę, na pewno cichutko zbliży się do auta i nie uprzedzając nikogo, wypali z obydwu rur w powietrze. Nie myśl nawet, drogi czytelniku, o tym, co może czuć człowiek, któremu w ten sposób przerywa się miłość z ukochaną kobietą albo nawet nie z ukochaną, tylko z jakąś przypadkowo poznaną i akurat mającą kilka wolnych chwil. Tego nie da się opisać. Ci, którzy po czymś takim nie wylądowali na oddziale psychiatrycznym lub nie popadli bezwładnie w alkoholizm lub narkomanię, zasługują na pomnik i dożywotnią rentę. To prawdziwi bohaterowie.
O wiele bezpieczniej jest zatem zrezygnować z seksu w samochodzie. Dużo wygodniejszy wydaje się seks na dachu. Już Grzegorz Markowski śpiewał w nieśmiertelnym utworze Autobiografia "gdzieś na dach wyniosłem koc" - to dobry pomysł, na dachu nie ma bowiem gajowego z dubeltówką, nie ma nawet kominiarza, są tylko gołębie i cisza. Jeśli człowiek ma kłopoty lokalowe, seks na dachu wieżowca lub kamienicy jest jednym z najlepszych rozwiązań kłopotliwej sytuacji. Niestety nie jest to sposób do zastosowania pomiędzy końcem września a początkiem maja. Nie trzeba się jednak tym martwić, bo kolejne rządy obiecują rozwiązanie kłopotów mieszkaniowych Polaków i trzeba wierzyć, że kiedyś to wreszcie nastąpi.
Sergiusz Rot
W czasach realnego socjalizmu odpowiedź na tak postawione pytanie była oczywista: bo nie ma na to warunków w domu. Za ścianą mieszka mama albo siostra ze swoim drugim mężem. Nie można przesunąć krzesła, żeby ktoś nie zachrząkał znacząco w drugim pomieszczeniu. Strach pomyśleć, co by było, gdyby zaczęło skrzypieć łóżko.
Seks za dropsy
Pewien prowincjonalny sportowiec świeżo po ślubie musiał zamieszkać w małym domku wraz ze swoim bratem, jego żoną i kilkuletnim bratankiem. Po południu i w nocy dom był pełen ludzi i nawet nie można było pomarzyć o tych sprawach. W dzień sportowiec zostawał z małżonką sam, a jego brat ze swoją połowicą wychodzili do pracy. Nie rozwiązywało to palących problemów naszego sportowca, bo w domu zostawał kilkuletni chłopczyk, dziecko bystre i ciekawe świata dorosłych. Rzecz jasna życiu w takich warunkach towarzyszyło ogromne napięcie nerwowe odwrotnie proporcjonalne do metrażu, na jakim musiały gnieździć się obydwie rodziny. Nasz bohater początkowo próbował zachęcić swojego bratanka do zabawy z kolegami, ale dziecko miało naturę refleksyjną i mało dynamiczną - wolało siedzieć w domu i patrzeć, jak wujek gładzi dłonią włosy cioci. Mógł ów chłopiec patrzeć na to godzinami, bardzo się przy tym uspokajał. O tym, żeby dzieciaka przestraszyć i krzykiem wyekspediować na dłuższy spacer po lesie czy okolicznych łąkach, nie mogło być mowy, bo na pewno poskarżyłby ojcu, że wujcio na niego nakrzyczał, i mogłoby to dramatycznie pogorszyć warunki bytowo-lokalowe naszego bohatera. Jedynym ratunkiem był sklep. Kiedy rodzice malca zamykali za sobą drzwi i udawali się na pobliski przystanek autobusowy, żeby dojechać do miasta, wujcio z miną kalifa z Bagdadu sięgał do kieszeni, wyjmował stamtąd monetę i wielkopańskim gestem kładł ją w malutkiej dłoni dziecka.
- Idź, kochany - mówił. - Kup sobie dropsy, tylko nie biegnij, idź powoli, żebyś się nie spocił i nie przeziębił na wietrze.
Dziecko było posłuszne i rzeczywiście drogę do sklepu i z powrotem pokonywało spacerkiem.
Temperament wujcia i cioci był jednak tak ogromny, że pewnego popołudnia dziecko stanęło przed swym ojcem i głosem łamiącym się od płaczu zakwiliło - tato, ja już nie daję rady jeść tych dropsów.
Ojciec początkowo nie zrozumiał, o co malcowi chodzi i kto zmusza go do jedzenia dropsów. Szybko jednak zorientował się, o jakie dropsy chodzi i kto za tym wszystkim stoi. Nasz sportowiec być może uniknąłby przykrej rodzinnej scysji zakończonej wyrzuceniem go na bruk wraz z małżonką, ale nie rozumiał, że jego brat przeżywa podobne męczarnie, tyle że nie ma możliwości kogokolwiek wysłać po dropsy. Do porozumienia nie doszło, bo tak już jest, że w sprawach dotyczących seksu trudno o jakiekolwiek porozumienie, nawet pomiędzy braćmi.
Seks studencki
W czasach trochę nam bliższych na uprawienia seksu w samochodzie skazani byli głównie studenci zamieszkujący pokoje klitki razem z innymi studentami. Odnalezienie tam choćby cienia intymności było niemożliwe, ludzie w akademikach snuli się zawsze tabunami po korytarzach, przesiadywali w pokojach wypełnionych papierosowym dymem i zapachem kiszonych ogórków. Nie było mowy o żadnym romantyzmie. O każdą chwilę intymności trzeba było żebrać u kolegów, którzy wcale nie mieli ochoty iść do kina ani na spacer. Najchętniej siedzieliby w pokoju od rana do nocy i palili śmierdzące papierosy, strzepując popiół do szklanek z niedopitą herbatą. Jeśli ktoś ze studentów dysponował samochodem, czuł się szczęśliwy i wolny - jechał nad rzekę lub do lasu i tam wśród śpiewu ptaków, szumu drzew i bzyczenia pszczół i os oddawał się zapamiętale rozpuście. Kłopot był wtedy, kiedy samochodu nie było. Pozostawało ubłagać współlokatorów, by zabrali swe szanowne cielska i pospacerowali trochę po zabytkowej części miasta, w którym mieściła się uczelnia i akademiki. Lepiej było w takich wypadkach nie doradzać kolegom, by udali się na piwo lub wypili kilka głębszych w barze, bo to z reguły kończyło się źle. Wracali bowiem zupełnie niespodziewanie w środku ociekającej seksem nocy, pijani w trupa, z pieśnią o rozwijającym się kwiecie rozmarynu na ustach. Na ich ramionach wisiały nieznane nam lafiryndy wywleczone z baru i obłaskawione ćwiartką wódki wybełtaną z jakimś słodkawym i kolorowym świństwem. Larwy te chichotały lubieżnie, co słychać było w całym budynku, a ciągnący je za sobą kolega mówił do nich teatralnym szeptem: "ciiiiiiii, kochana, ciiiiiii, tego frajera zaraz wykopiemy z pokoju i będzie zabawa, tylko ciiiiii…".
Niedobrze więc było proponować kolegom wyprawę do lokalu, gdzie prowadzono wyszynk alkoholi. Niedobrze było w ogóle im wierzyć, kiedyś bowiem zdarzyła się taka sytuacja, że jeden ze studentów zapragnął sfinalizować swą kilkutygodniową już znajomość z pełną wdzięku i obdarzoną wielkim biustem dziewoją z pobliskiego osiedla pracującą w zakładzie fryzjerskim. Wszystko było dogadane, wino kupione, podłoga wymyta, obrus leżał na stole, a kolega zgodził się wyjść na cały wieczór i całą noc.
Ci, którzy mieszkali w pokoju obok, do dziś wspominają tamte wypadki, a do niektórych to, co było słychać zza ściany, dzisiaj jeszcze powraca w snach. Nie znają jednak owi ludzie całej prawdy o wydarzeniach tamtej nocy. Kiedy nasz szczęśliwy student podniósł się w końcu, uwalniając fryzjerkę z uścisku swych muskularnych ramion, kiedy pozbierał prezerwatywy z podłogi i poszedł wyrzucić je wszystkie do kosza, który stał w ogromnej szafie ściennej, zastał w tam głupawo uśmiechniętego współlokatora, który miał być w kinie, ale powodowany upiorną ciekawością i niezdrowym zainteresowaniem sprawami płci został i ukrył się we wspomnianej szafie. Gdyby nie seria intensywnych stosunków płciowych i wypita na leżąco z gwinta butelka wina, doszło by może wówczas do bójki na pięści. Nasz student jednak zbyt był wyczerpany i - co tu dużo mówić - przerażony swym odkryciem. Zdobył się więc tylko na serię niewybrednych wyzwisk i otwarcie drzwi, w które następnie wprowadził swego kolegę i poczęstował go na odchodne kopniakiem.
Podwójny strzał
Seks w samochodzie dzisiaj, a seks w samochodzie dawniej - w czasach, kiedy najłatwiej dostępnym pojazdem był Fiat 126p - to dwie różne rzeczy. Dziś można sobie rozłożyć siedzenia, można podnieść kierownicę, jeśli ktoś nie lubi seksu na leżąco, można zrobić bardzo wiele rzeczy. W maluchu można było najwyżej odmówić różaniec. Byli jednak tacy, którzy nie dawali za wygraną i uprawiali seks w małym fiacie. Kończyło się to różnie, ale przeważnie nie obywało się bez głębokich otarć naskórka. W skrajnych przypadkach dochodziło do potłuczeń głowy i kości ramion i nóg.
Niedobrze było uprawiać seks w samochodach zaparkowanych na skraju lasu. Pracownicy lasów państwowych, zwłaszcza ci posiadający dubeltówki, należą bowiem do najbardziej złośliwych i nieprzychylnych ludziom stworzeń zamieszkujących knieje. Kiedy taki jeden z drugim zauważy na leśnym dukcie samochód rytmicznie poruszający się w górę i w dół, a ma przy sobie strzelbę, na pewno cichutko zbliży się do auta i nie uprzedzając nikogo, wypali z obydwu rur w powietrze. Nie myśl nawet, drogi czytelniku, o tym, co może czuć człowiek, któremu w ten sposób przerywa się miłość z ukochaną kobietą albo nawet nie z ukochaną, tylko z jakąś przypadkowo poznaną i akurat mającą kilka wolnych chwil. Tego nie da się opisać. Ci, którzy po czymś takim nie wylądowali na oddziale psychiatrycznym lub nie popadli bezwładnie w alkoholizm lub narkomanię, zasługują na pomnik i dożywotnią rentę. To prawdziwi bohaterowie.
O wiele bezpieczniej jest zatem zrezygnować z seksu w samochodzie. Dużo wygodniejszy wydaje się seks na dachu. Już Grzegorz Markowski śpiewał w nieśmiertelnym utworze Autobiografia "gdzieś na dach wyniosłem koc" - to dobry pomysł, na dachu nie ma bowiem gajowego z dubeltówką, nie ma nawet kominiarza, są tylko gołębie i cisza. Jeśli człowiek ma kłopoty lokalowe, seks na dachu wieżowca lub kamienicy jest jednym z najlepszych rozwiązań kłopotliwej sytuacji. Niestety nie jest to sposób do zastosowania pomiędzy końcem września a początkiem maja. Nie trzeba się jednak tym martwić, bo kolejne rządy obiecują rozwiązanie kłopotów mieszkaniowych Polaków i trzeba wierzyć, że kiedyś to wreszcie nastąpi.
Sergiusz Rot