loopek
26-07-06, 09:16
ropikalne upały w Polsce - najgoręcej od 227 lat
AFP
"Gazeta Wyborcza": W Warszawie lipiec jest najbardziej upalny od 227 lat, od początku pomiarów meteo - wynika z informacji zawartych w archiwach Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.
W Warszawie średnia temperatura lipca - mierzona przez całą dobę w dzień (w cieniu) i w nocy - wynosi 23,2 stopnia, aż o 5 stopni więcej niż norma. To na pewno więcej od półwiecza.
W archiwach Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej gazeta dotarła do danych, z których wynika meteorewelacja - tak gorąco nie było przynajmniej od 1779 roku, czyli od początku pomiarów w stolicy. Być może ten lipiec jest najgorętszy od co najmniej dwóch stuleci. Rekord średniej temperatury miał do tej pory lipiec 1994 r. Jak wynika z danych udostępnionych "GW" we wtorek przez IMGW, (obejmujących okres do 24 lipca), tegoroczny jest jeszcze cieplejszy.
W Szczecinie średnia temperatura lipca osiągnęła już 22,7 stopnia (w 1994 r. było 21,3 stopnia), w Poznaniu 23,9 stopnia (było 21,9), we Wrocławiu 23,8 (było 22,3), w Krakowie dało się żyć - 21,2 (było 20,8).
Średniej krajowej jeszcze nie ma, bo do końca miesiąca zostało kilka dni. Ale szansa, że się ochłodzi, jest znikoma. Raczej odwrotnie - upały mają się nasilić. Już w czwartek na zachodzie i południu temperatura ma dojść do 35 stopni. Fala gorąca utrzyma się przez kilka dni.
Tegoroczny lipiec, bije rekord średnich temperatur, ale do rekordowych wyskoków zostało jeszcze kilka kresek. W Słubicach zanotowano kilka dni temu 36,5 stopni, na pozór strasznie dużo, ale 30 lipca 1994 r. było równo trzy stopnie więcej. Polski rekord XX wieku padł 29 lipca 1921 r. w miejscowości Prószków k. Opola: 40,2 stopnia.
- Sześć tygodni upałów, prawie bez deszczów! Tego nie było nawet w 1994 r. - mówi gazecie prof. Halina Lorenc z IMGW. Zdaniem profesor już od kilkunastu lat lipce są cieplejsze od normy. To dlatego, że następuje zmiana klimatu na Ziemi. W Polsce przejawiała się początkowo łagodnymi zimami, teraz doszły suche, gorące lata.
Tak ciepłego lipca nie było w Polsce od pół wieku. W najbliższych dniach pogoda się nie zmieni, a to może pogłębić straty w rolnictwie. Już szacuje się je na setki milionów - czytamy w "Rzeczpospolitej".
- W tej chwili już możemy zaklasyfikować tę suszę jako hydrologiczną. Jest to ostatnie, najgroźniejsze stadium, które powoduje obniżenie się wód podziemnych. Rośliny o płytkim ukorzenieniu nie mogą tego przetrwać - ocenia klimatolog z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej prof. Halina Lorenc.
Wysychają łąki i pastwiska, a plony zbóż i zbiory warzyw są mniejsze. Główny Urząd Statystyczny oszacował spadek produkcji warzyw i zbóż o kilka procent w porównaniu z rokiem 2005. Dane te odnoszą się jednak do informacji z pierwszej połowy lipca. Nowsze szacunki Ministerstwa Rolnictwa są bardziej pesymistyczne - straty w uprawach wyniosą od kilku do 45 procent.
Jeśli te przewidywania potwierdzą się, to czeka nas wzrost cen: mąki, makaronu, a niewykluczone, że także mięsa, bo pasz będzie mniej. Istnieją obawy, że wyższe ceny surowców do produkcji żywności wpłyną na zmniejszenie dynamiki eksportu. Urodzaj w ostatnich dwóch latach i niskie ceny skupu płodów sprzyjały polskim eksporterom. Z powodu mniejszych dostaw mleka już teraz spółdzielnie odmawiają sprzedaży zagranicznym odbiorcom.
AFP
"Gazeta Wyborcza": W Warszawie lipiec jest najbardziej upalny od 227 lat, od początku pomiarów meteo - wynika z informacji zawartych w archiwach Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.
W Warszawie średnia temperatura lipca - mierzona przez całą dobę w dzień (w cieniu) i w nocy - wynosi 23,2 stopnia, aż o 5 stopni więcej niż norma. To na pewno więcej od półwiecza.
W archiwach Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej gazeta dotarła do danych, z których wynika meteorewelacja - tak gorąco nie było przynajmniej od 1779 roku, czyli od początku pomiarów w stolicy. Być może ten lipiec jest najgorętszy od co najmniej dwóch stuleci. Rekord średniej temperatury miał do tej pory lipiec 1994 r. Jak wynika z danych udostępnionych "GW" we wtorek przez IMGW, (obejmujących okres do 24 lipca), tegoroczny jest jeszcze cieplejszy.
W Szczecinie średnia temperatura lipca osiągnęła już 22,7 stopnia (w 1994 r. było 21,3 stopnia), w Poznaniu 23,9 stopnia (było 21,9), we Wrocławiu 23,8 (było 22,3), w Krakowie dało się żyć - 21,2 (było 20,8).
Średniej krajowej jeszcze nie ma, bo do końca miesiąca zostało kilka dni. Ale szansa, że się ochłodzi, jest znikoma. Raczej odwrotnie - upały mają się nasilić. Już w czwartek na zachodzie i południu temperatura ma dojść do 35 stopni. Fala gorąca utrzyma się przez kilka dni.
Tegoroczny lipiec, bije rekord średnich temperatur, ale do rekordowych wyskoków zostało jeszcze kilka kresek. W Słubicach zanotowano kilka dni temu 36,5 stopni, na pozór strasznie dużo, ale 30 lipca 1994 r. było równo trzy stopnie więcej. Polski rekord XX wieku padł 29 lipca 1921 r. w miejscowości Prószków k. Opola: 40,2 stopnia.
- Sześć tygodni upałów, prawie bez deszczów! Tego nie było nawet w 1994 r. - mówi gazecie prof. Halina Lorenc z IMGW. Zdaniem profesor już od kilkunastu lat lipce są cieplejsze od normy. To dlatego, że następuje zmiana klimatu na Ziemi. W Polsce przejawiała się początkowo łagodnymi zimami, teraz doszły suche, gorące lata.
Tak ciepłego lipca nie było w Polsce od pół wieku. W najbliższych dniach pogoda się nie zmieni, a to może pogłębić straty w rolnictwie. Już szacuje się je na setki milionów - czytamy w "Rzeczpospolitej".
- W tej chwili już możemy zaklasyfikować tę suszę jako hydrologiczną. Jest to ostatnie, najgroźniejsze stadium, które powoduje obniżenie się wód podziemnych. Rośliny o płytkim ukorzenieniu nie mogą tego przetrwać - ocenia klimatolog z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej prof. Halina Lorenc.
Wysychają łąki i pastwiska, a plony zbóż i zbiory warzyw są mniejsze. Główny Urząd Statystyczny oszacował spadek produkcji warzyw i zbóż o kilka procent w porównaniu z rokiem 2005. Dane te odnoszą się jednak do informacji z pierwszej połowy lipca. Nowsze szacunki Ministerstwa Rolnictwa są bardziej pesymistyczne - straty w uprawach wyniosą od kilku do 45 procent.
Jeśli te przewidywania potwierdzą się, to czeka nas wzrost cen: mąki, makaronu, a niewykluczone, że także mięsa, bo pasz będzie mniej. Istnieją obawy, że wyższe ceny surowców do produkcji żywności wpłyną na zmniejszenie dynamiki eksportu. Urodzaj w ostatnich dwóch latach i niskie ceny skupu płodów sprzyjały polskim eksporterom. Z powodu mniejszych dostaw mleka już teraz spółdzielnie odmawiają sprzedaży zagranicznym odbiorcom.